Skip to main content
search

Jeśli lubisz zbierać polarne maliny i zrobiłeś w tym roku zapasy

w Norwegii, to masz szczęście. Moroszka stała się towarem deficytowym.

Tak jak Polacy lubią grzyby, tak Norwegowie są przywiązani do malin moroszek. Wiele osób ma swoje ulubione, sekretne miejsca zbiorów na torfowiskach i w sezonie planuje czas tak, by móc je odwiedzić. Najlepiej tak, aby nikt inny nie widział.

Nikt nie liczy, ile ton tych owoców zbiera się rocznie w Norwegii. Prawo gwarantuje wszystkim równy dostęp do zasobów runa leśnego, więc każdy może zbierać tyle, ile mu potrzeba. W tym roku jednak mało kto był zadowolony ze zbiorów.

Fatalny sezon

Jeśli lubisz jogurt z moroszek, dżem, lody albo deser moroszkowy, mamy złą wiadomość. W nadchodzących miesiącach za ten rarytasy trzeba będzie zapłacić więcej niż zwykle. Fatalny sezon sprawił, że ​​producenci żywności nie otrzymali wystarczająco dużo towaru. Firma Tine wydała komunikat, że ​​nie wyprodukuje popularnego jogurtu z polarnych malin, który zwykle pojawiał się na półkach w sezonie.

– Jogurt z moroszek niestety nie znajduje się obecnie w naszym asortymencie. Powodem jest ograniczony dostęp do malin polarnych, co utrudnia zabezpieczenie wystarczającej ilości surowców do stabilnej produkcji – informuje NRK Hanna Kolbjørnsen Lilleengen, doradca ds. komunikacji i rzecznik prasowy w Tine.

Firma Finnmark Rein, jedyny dostawca norweskich owoców leśnych dla NorgesGruppen, również nie miała łatwego sezonu. Zazwyczaj kupuje duże ilości malin moroszek bezpośrednio od osób prywatnych. W tym roku jednak uzbierała zaledwie 20 procent z przewidywanych 25 ton.

Wywołuje to efekt domina w norweskim przemyśle spożywczym. Popyt na norweskie naturalne owoce leśne jest rekordowo wysoki.

– Firma z południowej Norwegii, która produkuje między innymi dżem z malin moroszek, złożyła zamówienie, ale nie jesteśmy w stanie dostarczyć jej towaru. To samo dotyczy producentów lodów – mówi Ida Wilhelmsen Bjerkelund z Finnmark Rein.

Mróz i susza

Biolog Paul Eric Aspholm z Norweskiego Instytutu Biogospodarki potwierdza, że ​​tegoroczny sezon był słaby w całym kraju. Chociaż zdarzyły się drobne, lokalne wyjątki, to w sumie był to fatalny rok dla miłośników i zbieraczy malin polarnych.

Według biologa jakość obrodzenia maliny moroszki zależy od delikatnej równowagi w przyrodzie. Ta w tym roku została brutalnie zakłócona. Wiele tygodni było zbyt suchych. W czerwcu i lipcu na północy Norwegii wystąpiły przymrozki. Pod koniec czerwca przymrozki w Troms i Finnmark sprawiły, że dojrzałe już maliny polarne w ciągu jednej nocy zamieniły się w żelki. W takiej postaci nie nadają się już do produkcji żywności.

Jedyna dobra wiadomość jest taka, że kto lubi zbierać polarne maliny, ten w przyszłym roku może się spodziewać, iż będą one warte więcej niż wcześniej.

Close Menu